wiadomosc - ks. Bogusław Jaroszek

19 marca 2009r, za pośrednictwem Wirtualnego Rykoszyna
kś. Bogusław Jaroszek wysłał wiadomość
oto ona:

Gdzie jestem? Gdzie jestem?

Rozglądam się w około jak przebudzony z głębokiego wypoczynku. Tak! rozpoznaję: szedłem tą drogą przed laty i płakałem ukradkiem ocierając z wolna płynącą po moim policzku łzę, wyciśniętą dręczącymi mnie myślami. Ten sam widok przywołał tamte myśli. Szedłem, jak wolny najmita drogą, którą znałem, a którą nigdy więcej iść nie miałem; pośród pól ściętych mrozem i lekko ozdobionych śniegiem, których już takimi nigdy zobaczyć nie miałem. Szedłem do domu, który już nigdy więcej nie był moim domem; do kościoła, którego gospodarzem już nigdy więcej miałem nie być, a teraz miałem tam spotkać to wszystko i tych wszystkich, z którymi dzieliłem dole i niedole, radości i cierpienia, sukcesy i trudności czasu budowy.

Odczuwałem ból ogromny i opisać go nie po-trafię, gdyż ta świątynia wyrosła na moich oczach i była dla nich radością. Co więcej, byłem już świadomy, że nie mam, ni matki, ni ojca, ani Ojczyzny, a pamięć przywoływała jedynie wiersz pani Marii Konopnickiej. Teraz idąc ostatni raz tą drogą, żegnam sercem i myślami ludzi: starców z laskami przy drodze, młodzież z pogodnym, a także słonecznym uśmiechem i dzieci chórem pozdrawiające: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Pomyślałem nad tym co odpowiadam: "Na wieki wieków. Amen." Zajrzałem do kościoła ale jakoś inaczej, jakby od strony salek katechetycznych.

Zobaczyłem niezwykłe zgromadzenie wiernych. Stali razem: żywi i ci, którzy zeszli z tego świata, jakby oczekując czegoś nadzwyczajnego. Wyglądało, że mnie nie zauważyli, a może nie chcieli rozpoznać. Wyszedłem od strony salek z kościoła i poszedłem drogą, którą wołami wozili wodę do swych domów z jedynej studni przy plebani. Dziwne, droga zarosła szuwarami. Przeszedłem pośród nich, ale wszedłem od frontu na plebanię. W drzwiach stanął proboszcz, który jak okazuje się, jest Biskupem nominatem. Ma na sobie krzyż, i piuskę na głowie; jest już ubrany w albę i przepasany sznurkiem. Drzwi otworzył szeroko, zaprosił, ale powiedział: "ręki ci nie podam". Byłem bardzo zdziwiony. Chciałem zapytać: dlaczego? Ale nie śmiałem Nominata pytać.

Nie wiedziałem też: czy rzeczywiście mam wejść czy nie. W między czasie ktoś znajomy z głosu, chociaż nie z identyfikowany zawołał na mnie: "Chodź, proszę wejść! Proszę iść za mną. Poszedłem za nim, ale nie rozpoznałem twarzy patrzyłem na plecy postaci przede mną, z którą rozmawiałem, jak mówi się w drodze, ale jej nie rozpoznałem. Plebania była jakby ta sama, ale jakaś inna rozbudowana. Szliśmy jakimś korytarzem, który przebiegał wzdłuż wewnętrznej ściany w stołowym pokoju i prowadził do nowo dobudowanych pomieszczeń. Tam, w tym ciemnym korytarzu, zatrzymaliśmy się z owym nie z identyfikowanym znajomym i rozpoczęliśmy rozmowę, z której wynikało, że znalazłem się jako nieproszony gość na plebani, której proboszcz został mianowany biskupem i właśnie dziś ma otrzymać święcenia Biskupie. Poczułem się jak "persona non grata", kolejny raz nikomu nie potrzebny, zabłąkany w czasie, jak i w domu, w którym kilka pięknych lat przeżył. Teraz powróciło natarczywe pytanie: Dlaczego mi nie podał ręki?

Czy mu ktoś coś nagadał na mnie? Przecież nawet nie znam tego człowieka, dlaczego takie uprzedzenia ma do mnie? Alergia? Żal! Wielki żal mnie ogarnął! Poczułem się jak umarły, który próbuje powrócić do żywych, ale słyszy, że mówią o nim w czasie przeszłym. Ja jednak jeszcze jestem ... i muszę słuchać o sobie w czasie przeszłym. Pogłębiło to mój ból. Tak, to był ten sam bój z przed laty. Zacząłem intensywnie wracać pamięcią do tamtych lat, a ból serca był tak wielki, że mój własny krzyk wypłoszył mnie z łóżka. Och, to znowu sen? Dlaczego taki sen? Przecież wydawało mi się, że nawet w myślach tam już nie wracam. Pomyliłem się! Tak! Dziś minęło osiemnaście lat... wszystko spontanicznie wróciło, choć nawet o tym nie myślałem.

Luty 21, 2009 r.

Sault Ste. Marie,
ks Boguslaw Jaroszek


skomentuj-->

© Wirtualny Rykoszyn 2006 - 2010